Ten pierwszy raz

Rozpoczął się kolejny rok startowy, dla niektórych będący debiutem w maratonie. O tym jak smakuje ten pierwszy raz chciałbym się podzielić ze wszystkimi. A smakuje wybornie i uzależnia.

Debiut
Mój debiut maratoński nastąpił 23 września 2007r., podczas 29 Maratonu Warszawskiego. Ten dzień był dla mnie podwójnie ważny gdyż zbiegł się z moimi 32 urodzinami – ładny prezent od życia.

Zanim podjąłem decyzję o konkretnych przygotowaniach do maratonu biegałem, a właściwie uprawiałem jogging (dla mnie jogging to forma zdrowotnego pokonywania kilometrów w łagodnym tempie) by zrzucić zbędny balast. Trwało to dwa lata aż w końcu na początku lutego 2007r. postanowiłem przygotować się do maratonu. Zakupiwszy „Biegiem przez życie” J. Skarżyńskiego ogarnąłem jak przygotowania do tego wydarzenia powinny wyglądać i jakim wachlarzem narzędzi treningowych biegacz dysponuje. A było tego sporo. Rozpocząłem żmudne przygotowania. Okres rzeźbienia formy a raczej wykuwania jej z naprawdę twardej skały trwał osiem miesięcy. Przez 34 tygodnie przebiegłem ponad 2400 km, ze średnią tygodniową nieco ponad 70 km. Plan treningowy zrealizowałem na jakieś 90%, gdyż pewnych zdarzeń losowych nie jesteśmy w stanie przewidzieć i ich ominąć.

Wyprawa i biegiem
Do Warszawy wybrałem się w towarzystwie braci, zawsze to raźniej, no i doping na trasie gwarantowany (o stronie reportersko-fotograficznej nie wspomnę). W dniu startu warunki pogodowe były idealne: czyste niebo, zero wiatru, temperatura jak dobrze pamiętam oscylowała w granicach 10°C. Do tego prawie płaska i szybka trasa, nic tylko bić rekordy życiowe.
Punktualnie o godz. 9 wystartowałem razem z grupą biegnącą na czas 3:30. Pierwsze kilometry to świetne samopoczucie i powstrzymywanie nóg przed wejściem na wyższe obroty. Na szczęście grupa mobilizuje do rygoru tempowego i ewentualne szarpanie tempa może być winą „zająca”. Biegnąc i rozmawiając ze znajomymi nawet nie spostrzegamy kiedy mamy za sobą połówkę dystansu. Nadal czując lekkość w nogach zbliżamy się powoli do trzydziestego kilometra, tak bardzo nie lubianego przez biegaczy gdyż zaczyna pojawiać się „niemoc” w nogach i odcięcie zasilania od silnika, czyli „ściana”. W międzyczasie zdążyłem skonsumować dwa żele energetyczne które miały doładować mój „akumulator”.

 

Przed ścianą
Trzydziesty kilometr i … NIC. Po kolejnych dwóch-trzech zacząłem już odczuwać solidne zmęczenie przez co prędkość biegu zaczęła spadać ale „ścianą” bym tego nie nazwał, raczej „murkiem”. Postawiłem sobie w głowie znak nakazu: „byle się nie zatrzymać, nie maszerować” i udało się, cały dystans pokonałem biegiem. Fakt – od 36. kilometra liczyłem kilometry. Biegłem od jednego słupka drogowego do kolejnego a zegar tykał niemiłosiernie wolno. Na 40. kilometrze złapałem małego „pałera” i dodałem gazu, lekko zwolniłem przy 41., chwila oddechu i widok upragnionej mety i finisz. Może nie był to klasyczny sprint ale dla mnie był nie lada wyczynem. Uzyskany czas: 3:44:05 netto! Ładny prezent na urodziny: debiut i wynik, z którego mogę być dumny. Z całą pewnością mogę napisać, że od 36 kilometra biegła u mnie głowa a nie nogi i to właśnie stanowi esencję maratonu. Jednakże to co się czuje za linią mety nie da się opisać, więc nie opiszę. Musisz sam spróbować. Ponadto moi bracia przygotowali mi mały prezent który do chwili obecnej stoi na honorowym miejscu w pokoju.

Łatwo weszło, łatwo wyszło
Muszę jeszcze rzec słówko o rzeczy trochę mniej przyjemnej ale żelu energetycznego już na trasę nie zabiorę…Po trzeciej tubie na 34 km lekko mnie zemdliło i do mety bez sensacji żołądkowych jakoś doleciałem ale za to po ok godzince musiałem zwrócić naturze to co się jej należało…w trzech ratach. Po tym mało przyjemnym epizodzie poczułem się prawie jak w niebie, nawet bolące mięśnie nie przeszkadzały. Następnego dnia wyszedłem na truchtano i muszę przyznać, że czułem się znacznie lepiej niż mogłem przypuszczać.

I jak to z pierwszym razem bywa, po nim będą kolejne …uwierz mi.

Grzegorz „Kosmaty” Kosmala

2 myśli nt. „Ten pierwszy raz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *