Nie chce mi się biegać

Wychodzę nocą, zaciągam czapkę na oczy, zarzucam kaptur. Głowa nisko opuszczona. Wzrok świdruje chodnik. Ruszam z lekką taką nieśmiałością, powłócząc nogami.

Brzmi niczym przygotowanie do napadu na bezbronną staruszkę. A to tylko częsty scenariusz początkującego biegacza. Zaczyna się bardzo podobnie:
– „No dobra będę biegał. Ale może nie dziś bo pada/jest za zimno/za ciepło/za wilgotno*” *- niepotrzebne skreślić.

Kup sobie obrożę
I tak z dnia na dzień odkładamy decyzję o rozpoczęciu biegania. Gdy już dojrzejemy do tego by zacząć wpierw jedziemy do sklepu sportowego. Kupujemy „wygodne buty” (wygodne chyba tylko z punktu widzenia sprzedawcy, który wciśnie nam najdroższy model), super spodenki i koszulkę. Do tego timer, czapkę, kurtkę, skarpety, bluzę i kilka bardziej lub mniej potrzebnych rzeczy. Stając się przy tym lżejsi o 500, 600 a może i 1000 złotych. Po co? Po to by założyć to na siebie raz może dwa a potem rzucić w kąt? Nie ma takiej potrzeby. Zakup ekwipunku do biegania zostawmy na później. Jest to podobny proces do tego, jaki przechodzą niektóre dzieci chcące mieć psa. Kupujemy najpierw smycz i obrożę. Latorośl i owe gadżety przez miesiąc wysyłamy na „spacery”. Jeśli w tym czasie za każdym razem dziecko chętnie wychodzi pobiegać z quasi-pieskiem to możemy poważnie zastanowić się nad zakupem zwierzaka. Z bieganiem jest podobnie – najpierw rozpocznij przygodę z przemierzaniem kilometrów per pedes.. Zakupy zostaw na potem. Jeśli chcesz spróbować zacząć biegać (a może Ci się to nie spodobać lub po prostu nie będziesz mógł ze względów zdrowotnych) to wystarczy, że wyciągniesz z szafy stary dres czy spodenki. Załóż na nogi swoje adidasy (nie muszą być nowe, ważne by były wygodne). Chodziłeś na zajęcia WF? To zrób porządną rozgrzewkę (pewnie jej nie lubiłeś na zajęciach, teraz znajomość ćwiczeń przyda się jak nigdy). Przygotuj organizm na zwiększony wysiłek. Można to zrobić w domu.

Pierwszy i tysięczny krok
Potem wystarczy wyjść na zewnątrz i zacząć biec. Na początek może to być szybki marsz, potem lekki trucht. Z pewnością pierwsze kroki wydadzą się trudne. Nagle dostajesz zadyszki i nie możesz złapać powietrza, pojawia się kolka a na czole kropelki potu. To normalne. Wystarczy, że wtedy zatrzymasz się na chwilę i odpoczniesz lub zwolnisz tempo biegu. Nie ma potrzeby lecieć ślepo przed siebie.

Podnieś głowę do góry. Opuszczony wzrok ogląda 120-tysięczny kafelek kostki brukowej? Rozejrzyj się dookoła. To nic, że biegniesz trasą, którą niemal codziennie przemierzasz do pracy. Oprócz pokonywania kilometrów można a nawet trzeba oglądać świat – można dostrzec to czego na co dzień nie widzisz. Biegnąc przez 10 minut pokonujemy blisko 1-2 kilometry. Oglądanie w tym czasie asfaltu lub płyt chodnika nie powinno być naszą ulubioną czynnością.

Mamo! Tato! Biegam
Nie zrażaj się, gdy pojawią się pierwsze problemy lub wątpliwości typowe dla początkującego biegacza. Kolka czy ból nóg? To tylko organizm informuje, że coś jest nie tak. Warto wtedy zajrzeć na fora internetowe, portale biegowe, porozmawiać ze znajomym nauczycielem WF-u, kolegą/koleżanką, który/-a biega by poznać sposoby radzenia sobie z tego typu dolegliwościami. Jest Ci za zimno lub za ciepło? Nie chce Ci się wyjść? Albo odkładasz bieganie na jutro, pojutrze, za tydzień (pamiętaj smycz i obroża czekają a „piesek” chce siusiu 😉 )? Pamiętaj zacząłeś biegać, więc bądź konsekwentny w tym co robisz. Nawet jeśli przebiegniesz 500 metrów czy kilometr to będzie to tylko i wyłącznie z pożytkiem dla Ciebie i trzeba być z siebie dumnym z tego powodu. Przechwalasz się ile piwka wypiłeś w ostatni weekend albo jak to wykiwałeś drogowego marudera na podwójnej ciągłej? Myślisz, że wzbudzisz tym uznanie? Niestety nie! Powiedz, że przebiegłeś 1, 2, 5 kilometrów. Jesteś bohaterem! Bohaterem nie tylko dla samego siebie (tak brzmi narcystycznie) ale zyskujesz w oczach innych; nie tylko tych biegających. Wśród tych osób usłyszysz stwierdzenia:
„Ja bym tyle nie przebiegł!”
„Ja bym chyba umarł gdybym tyle przebiegł!”.
Pamiętasz, niedawno Ty mówiłeś to samo.

Pokonujesz własne słabości, hartujesz organizm, wzmacniasz słabą silną wolę. Waga pokazuje kilogram mniej a może wchodzisz w swoją ulubioną sukienkę, spodnie, garnitur ze ślubu? Nagle zapominasz co to kolka a na 4. piętro wbiegasz bez zadyszki. Potem pojawia się 5 kilometr, ni z tego ni z owego szósty, siódmy i dziesiąty i każdy kolejny. Uśmiechasz się? Nie wierzysz, że się uda? Chodź, kupimy smycz i obrożę.

Autor: Piotrek Romański

7 myśli nt. „Nie chce mi się biegać

  1. Kosmaty

    Piter, dopisz e w bigać… 🙂 Bigowanie to proces polegający na ułatwieniu zginania materiału w określonym i zamierzonym miejscu materiału… he he

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *