XIV Bieg Rzeźnika-relacja Pauliny Krawczak

bieg-rzeznika-logoBieg Rzeźnika-marzenie każdego „ultrasa”. Mi udała się na sztuka już dwa razy I nie powiedziałam ostatniego słowa… 🙂 UWIELBIAM bieszczadzkie szlaki, dlatego tak ciężko mi się nim rozstawać – wracam tam przy każdej możliwej okazji. Odnalazłam tam swoje miejsce na ziemi, gdzie wszystko przestaje mieć znaczenie, tylko natura i spokój. który jest tam wszechobecny.
Decyzję o udziale w tegorocznym festiwalu Rzeźnika podjęłam w momencie, kiedy Adam zapytał czy z nim pobiegnę. Nie powiem ucieszyłam się, iż po raz drugi chce ze mną zmierzyć się z tym dystansem ( to znaczy ze chyba ostatnim razem nie zawaliłam 🙂 – żart).19263852_10213022493987827_306355686_o Przygotowania zaczęłam praktycznie od momentu kiedy zagwarantowaliśmy sobie udział w biegu. Prawdę mówiąc, to ja jestem w ciągłym treningu biegowym…,musiałam tylko zwiększyć dystans, zmienić teren biegowy na bardziej „górkowaty”. Zaliczyłam kilka wyjazdów w góry…dołożyłam trening personalny w domowej siłowni oraz oczywiście troszkę treningu stabilizacyjnego, bo to podstawa dobrego biegania. Reasumując – każdą wolną chwilę wykorzystywałam na trening, bo jak się już czegoś podejmę, to daję z siebie wszystko, a w tym przypadku nie mogłam też zawieść swojego partnera biegowego Adama.
… a teraz o samym biegu…19368962_10213022485467614_351777365_o
Gorączka startowa pojawiła się u mnie dzień przed startem….To podobno dobry objaw bo tylko tchórze się nie boją :)…..ostatnie poranne bieganie z Adamem I odbiór pakietów…To był ten moment, kiedy stres zaczął dawać największe znaki…i myśli, które kłębiły się w głowie „ czy jestem odpowiednio przygotowana? czy dam radę? Jak to będzie, itp ….na szczęście apatia startowa nie wystąpiła…;-) ,więc spokojnie mogłam przygotować się do startu. O godzinie 3:00 machina ruszyła, strzał z karabinu i wszyscy ruszyliśmy na trasę. Przez pierwsze 15 km nie mogłam wejść na swoje obroty, jakieś dziwne boleści brzucha mi zaczęły doskwierać. Wydawało mi się, że przez to biegniemy poniżej zaplanowanego czasu. Jednak kiedy dobiegamy do Cisnej okazuje się, iż jesteśmy szybciej niż mieliśmy być i zajmujemy obecnie lokatę w pierwsze dwudziestce. 19369280_10213022485427613_131591779_oTo mnie uskrzydliło. Boleści ustąpiły i do następnego punktu kontrolnego biegnę pełna werwy, dobrego nastawienia i mega mocy.19249920_10213022485507615_80672287_o Odpowiednia suplementacja na trasie i z lekkością mknę do przodu. Na 50 km jemy pyszną zupę pomidorową, uzupełniamy płyny i ciśniemy dalej już do mety.
Biegnę i myślę: „jak super nasz bieg wygląda”. Pełna synchronizacja, porozumiewanie bez słów – jedno spojrzenie i każdy z Nas wiedział co robić: idziemy, biegniemy, wyciągamy kije, zbiegamy ostro, luzujemy. W tym biegu zgranie odgrywa bardzo dużą rolę, dlatego pod tym względem mieliśmy przewagę nad wieloma parami. Ostatni odcinek trasy był dość wymagający. Musieliśmy się zmierzyć z dwiema dość wysokimi „górkami”, które się ciągnęły, ciągnęły, ciągnęły…. W pewnym momencie strasznie mi się dłużyło, ale jak ujrzałam wolontariusza na szczycie, który powiedział: „jeszcze jakieś 3km” siły i werwa wróciły 🙂 Jeszcze mały spojrzenie na zegarek – oczom nie wierzę…Czas dużo lepszy od zakładanego…Mówie sobie w duszy: KURDE MAMY TO…ludzie na trasie krzyczeli: „ jesteście trzecią parą, ale do mnie to nie docierało, aż do momentu kiedy wbiegając na metę spiker zapowiedział nas jak trzecią parę mieszaną.19263970_10213022493747821_58673074_o Ciśnienie zeszło, szeroki szczery uśmiech zarysował się na twarzy, euforia, radość, szczęście wszystko na raz… Jednak pierwsze słowa jakie wypowiadamy to: lecimy dalej. Bez wahania oboje podejmujemy decyzje o ukończeniu HARADCORA ( dodatkowe 23 km, razem 100km). Zmęczenia wielkiego nie czułam po tym podstawowych 80km, wiec byłam przekonana, że damy rade. Przecież przyświecał nam szczytny cel: Artur walczymy dla Ciebie, Ty walcz dla Nas. Musieliśmy to zrobić nie tylko dla siebie, ale i dla Artura.19369837_10213022493907825_1808400796_n
Dodatkowy odcinek nie sprawił mi większego kłopotu. Początek spokojny. Delikatny marsz, który pozwolił, aby nogi troszkę odpoczęły. Muszę zaznaczyć, że nie traktowaliśmy tego wyzwania jako wyścig, tylko raczej jako sprawdzian czy damy rade to pokonać. Udało się to zrobić nawet wyprzedzając na trasie jedną parę. Po przekroczeniu mety czułam lekkie zmęczenie, ale ogromna radość to przyćmiewała. Kolejna super wiadomość: „Jesteśmy trzecią para OPEN”. Upiekliśmy dwie pieczenie na jednym rożnie. Pięknie, po prostu czad. Sen na jawie.19357738_10213022485547616_424937493_n
Najbardziej cieszy fakt, iż nie miałam żadnych większych problemów podczas biegu, po prostu wszystko szło jak po sznurku, zgodnie z Naszymi założeniami, a nawet czasami i lepiej 🙂 Organizm się zachowywał jak powinien. Nie było myśli, które odwiedziłyby mnie od decyzji pokonania HARDCORA. I jeszcze ten wynik. Dla mnie największy sukces. Gdyby mi ktoś nawet przed startem powiedział:” Paula zobaczysz staniecie dzisiaj na podium, chyba bym troszkę wyśmiała patrzą na to realistycznie”, Okazuje się, że była ogromna moc, bo nie tylko stanęłam na podium, ale zrobiłam to dwa razy 🙂 MEGA CZAD. Uczucie nie do opisania. Nie udała by mi się tak sztuka gdyby nie Adam – dzięki Partnerze. Dzięki Artur, że w Nas wierzyłeś i trzymałeś mocno kciukosy. Dzięki Dominika, za pomoc i wsparcie podczas biegu. Dzięki wszystkim, którzy Nas dopingowali i życzyli powodzenia. To była kolejna przepiękna przygoda mojego życia.19349332_10213022494227833_1326092022_o

fot. Piotr Siliniewicz..i nieznani autorzy…

2 myśli nt. „XIV Bieg Rzeźnika-relacja Pauliny Krawczak

  1. Marcin - lepiejbiegac.pl

    Gratulacje! Bieg Rzeźnika to zawsze niezapomniane przeżycia – tym bardziej jak się zalicza „pudło” 🙂 To teraz trzeba iść dalej – w przyszłym roku Rzeźnik ultra? 😉 Polecam, bo przeżycia są jeszcze bardziej ekstremalne!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *