Zwoleński Bieg Niezłomnych-relacja Daniela Stonia

W trakcie jednej z wielu towarzyskich rozmów, w których poruszany był temat coraz bardziej drożejących pakietów startowych, nasz Prezes mądrze orzekł, iż najlepiej wyszukiwać bardziej kameralne biegi, bądź organizowane po raz pierwszy. Posłuszny słowom Krzyśka, z wielką radością przyjąłem informację, iż zaprzyjaźniona grupa biegowa Zwoleń Biega, której notabene Prezesem również jest Krzysztof, organizuje debiutanckie wydarzenie, czyli Zwoleński Bieg Niezłomnych. Jeszcze większą radość sprawił mi fakt, iż do udziału w biegu zostali dopuszczeni zawodnicy w wieku od 12 lat, ponieważ przy okazji każdego biegu na który się wybierałem, mój starszy syn Jakub zawsze narzekał, że regulamin zawodów, nie pozwalał mu brać w nich udział. Więc jako ten uzależniony od biegania, który jak większość biegających uważa, iż jego obowiązkiem jest, niczym Świadek Jehowych, nawracać wszystkich wokół na jedyną słuszną drogę, jaką jest bieganie. Po prostu nie mogłem przegapić takiej okazji, żeby móc pokazać synowi jaka to frajda brać czynny udział
w bieganiu na zawodach i liczyć na to, że złapie bakcyla i na tym jednym występie nie poprzestanie.
Pochmurny poranek 11 czerwca, zwiastował dobre warunki do biegania,lecz pochmurność na poranku się skończyła i od południa pogoda sprzyjała, ale plażowiczom, choć i tak jeszcze nie było tak upalnie. W drogę do Zwolenia wybraliśmy się całą rodzinką, po drodze zabierając jeszcze naszą biegulaske Ewe Lipską. W Dęblinie minęliśmy znajomych miłośników aktywnego życia, czyli grupę DębRy, przemieszczającą się tym razem na rowerach. Podróż minęła szybko i po dotarciu do celu, w świetnych humorach udaliśmy się w celu odebrania pakietów startowych. Potem oczywiście obowiązkowo sesja zdjęciowa, przebieranie i wsiadamy do wesołego autobusu, który przewiózł nas na miejsce startu, czyli pod leśniczówkę w miejscowości Motorzyny.

Clipboard01
Clipboard02
Plan na bieg zakładał spokojne tempo, bo najważniejszym celem było to, aby Jakub w swoim debiucie dobiegł do mety, gdyż z treningami nie było mu zwyczajnie po drodze, a na dodatek pierwszy raz miał do pokonania dystans 6 kilometrów.
Przed startem organizatorzy zapewnili nam fachową rozgrzewk, oraz przedstawiony został krótki rys historyczny związany z bitwą stoczoną 15 czerwca 1946 roku pod Zwoleniem, przez żołnierzy zbrojnego podziemia dowodzonych przez Włodzimierza Kozłowskiego PS. „Orion”.
Wreszcie nadeszła wyczekiwana chwila startu, która została zasygnalizowana wystrzałami z dubeltówki przez gospodarza tego terenu, czyli leśniczego Leśnictwa Motorzyny.
Pierwsze dwa kilometry trasy wiodły szeroką leśną drogą, o dość twardym podłożu, choć miejscami trafiały się bardziej plażowe odcinki, które w połączeniu z dość wysoką temperaturą, pozwalały mi sprawdzić w jakiej formie biegowej obecnie się znajduje.
Sam fakt wspólnego biegu z synem, oraz nieocenioną Ewą Lipską, wprawiał mnie w wielką radość, którą potęgowały towarzyszące temu okoliczności otaczającej nas przyrody. Nareszcie coś, co nie było asfaltowe i żadnych samochodów, a tym bardziej autobusów komunikacji miejskiej i ich przemiłych kierowców.
Tą sielankę zakłócała mi jedynie obawa, że w każdej chwili Kuba powie, że już mu się nie chcę. Na szczęście moje obawy okazały się niesłuszne, bo wraz z pokonywanymi kilometrami, w młodym zaczął budzić się duch rywalizacji, co objawiło się niesamowitym sprintem od trzeciego kilometra. Może to parę łyków wody, może to woda wylana na rozpaloną głowę, tak na Kubę podziałały. Fakt faktem, że wystarczyła jedna chwila nieuwagi, a Kuba już był przed nami dobre 200 metrów i gnał wyprzedzając wszystkich maruderów biegnących przed nim. Z ojcowskiego obowiązku nie pozostało mi nic innego, jak gonić syna, żeby mieć go na oku (w końcu obiecałem żonie, że będę go pilnował). Nie było to łatwe, ale w końcu udało mi się go dogonić i troszkę przystopować, mówiąc mu, że na razie lecimy spokojnie, a od piątego kilometra przyśpieszymy jeśli będzie czuł się na siłach. Jednak plan uległ zmianie, kiedy naszym oczom ukazała się kolejna grupka maruderów. Powiedziałem do Kuby „zjemy ich na piątym kilometrze”, jednak widząc rosnący w synu zapał, powiedziałem „a może jednak teraz”, po czym Kuba wyrwał mocno do przodu, a mi nie pozostało znów nic innego, jak gonić młodego. Udało mi się dogonić go przed piątym kilometrem i znowu go trochę przystopować. Na piątce czekał na nas Szymon, który chwilę nam potowarzyszył, a potem postanowił poczekać na Ewę Lipską.
Od piątego kilometra trasa wiodła cienistą, ale niestety już asfaltową uliczką. Kuba widząc przed nami kolejnych biegaczy zapytał czy już może przyśpieszyć, zerknąłem na zegarek, który wskazywał, że do mety zostało nam około 800 metrów, więc powiedziałem mu „masz jakieś 800 metrów, jeśli czujesz, że masz siłę to pędź”. No i tyle go widziałem, choć po skręcie na prostą, dane mi było zobaczyć finisz mojego syna, gdzie na mecie czekała na niego zestresowana Ewa, czyli osobista mamusia. Z całej tej radości przed metą wykonałem efektowny samolocik i ze stratą 38 sekund do Kuby, przekroczyłem linię mety. Chwilę później na finiszu ukazała się Ewa Lipska, której całą naszą trójką dodawaliśmy sił na ostatnich metrach.
Clipboard03
I tak, w cieniu niesamowitego wyniku Pauliny Krawczak i Adama Banaszka, w Biegu Rzeźnika Hardcore, super pozycji Krzyśka Kostyry podczas Pucharu Maratonu Warszawskiego, świetnego czasu Piotrka Józefowicza podczas IX Legionowskiej Dychy, małżeńskiego biegu Timonków w trakcie 6 Rodzinnego Pikniku Biegowego Biała Biega, również i nam udało się dołożyć swoją cegiełkę i godnie reprezentować grupę biegusiem.pl, której zdecydowana większość w tym czasie wracała z wojaży po Lwowie.
Na wielkie pochwały zasługują organizatorzy, którzy zapewnili pakiety startowe
w rewelacyjnie niskiej cenie, która w okresie promocyjnym wynosiła 10 zł, a potem wzrosła do 20 zł, zaś młodzież gimnazjalna była zwolniona z opłaty startowej. Wszyscy w pakiecie otrzymali pamiątkową koszulkę, oraz izotonik, no i oczywiście fajny medal na mecie. Trasa biegu była dobrze przygotowana i co było jej największym atutem, to fakt iż większość trasy stanowiły przełaje. Po biegu na wszystkich uczestników, czekała smaczna grochówka, a kto miał więcej wolnego czasu, mógł udać się na Zwoleński rynek, gdzie grupa rekonstrukcyjna odtwarzała przebieg bitwy pod Zwoleniem, po czym na scenie wystąpił zespół „Lustro”.
Nam niestety rozliczne obowiązki nie pozwoliły na uczestnictwo w atrakcjach odbywających się na rynku, i zaraz po dekoracji zwycięzców, w świetnych humorach, dodatkowo spotęgowanych I miejscem w kategorii wiekowej naszej biegulaski Ewy Lipskiej, wyruszyliśmy w drogę powrotną, z postanowieniem, że za rok też tu przyjedziemy. Clipboard04

Jedna myśl nt. „Zwoleński Bieg Niezłomnych-relacja Daniela Stonia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *