Orlen Warsaw Marathon – relacja Kamila Rafelda

logo_fbPrzed startem – Niespodziewana zmiana planów.
Szczerze przyznam, że jeszcze tydzień temu myślałem, że będę po biegu OSHEE na 10 km i z tego biegu będę pisał relację. Sytuacja jest jednak inna. Jestem dzień po przebiegnięciu drugiego w życiu Maratonu. Tym razem również w Warszawie w ramach ORLEN WARSAW MARATHON zmierzyłem się z dystansem 42.195 km. Kiedy tydzień temu Kornelia ogłosiła, że nie będzie mogła pobiec maratonu i ma do oddania pakiet startowy w pierwszej chwili pomyślałem sobie że to nie dla mnie, ponieważ to zbyt szalony pomysł. Po jakimś czasie jednak zapaliła się we mnie chęć aby spróbować. Nie ukrywam, że w głowie miałem głosy dochodzące od kolegów i przyjaciół z grupy, którzy twierdzili, że to nie jest taki głupi pomysł. Magia dystansu maratońskiego i te niesamowite chwile, które przeżyłem podczas pierwszego maratonu oraz fakt mojego znakomitego samopoczucia i dobrego zdrowia, a także nie ukrywam świetnej formy spowodowały, że nabrałem wielkiej ochoty na ten start. Druga strona medalu była jednak taka, że nie planowałem biec teraz maratonu i specjalnie się do niego nie przygotowywałem. Miałem też w pamięci to ile zajęło mi dochodzenie do siebie po pierwszym występie na królewskim dystansie. Dlatego też byłem rozdarty i niepewny swojej decyzji. Musiałem jednak coś zdecydować, gdyż zostało raptem kilka dni do startu. W czwartek kiedy wróciłem z treningu i przeanalizowałem raz jeszcze ostanie trzy i pół miesiąca mojego biegania zdecydowałem, że podejmę wyzwanie i pobiegnę maraton. Nastąpiła więc zmiana planów i zamiast szybkiej dychy zdecydowałem się na kilku godzinną wycieczkę po Warszawie. Mój pakiet startowy na szczęście się nie zmarnował, gdyż oddałem go koleżance Kasi, która pobiegła na 10 km. Muszę powiedzieć, iż do tej pory mało było w moim życiu tak spontanicznych, szalonych i w gruncie rzeczy ryzykownych chwil. Kończąc ten wstęp dodam, że pisząc tą relacje wiem już że to była słuszna i trafiona decyzja, która przyniosła mi dużą radość i szczęście. Przeżyłem bowiem po raz kolejny niezapomnianą przygodę, którą będę długo jeszcze wspominał. Ale wszystko po kolei.
         Od momentu kiedy wiedziałem, że biegnę maraton rozpocząłem intensywne nawadnianie organizmu. Udałem się też na krótką regenerację na basen oraz skupiłem się na odpowiedniej ilości odpoczynku i snu. Starałem się też wzbogacić dietę w węglowodany i co najważniejsze podejść do niedzielnych zawodów na luzie i bez zbytniej spinki. Tak późna decyzja o starcie być może pomogła mi aby się nie stresować. Nie było przecież na to czasu.

Dzień startu – radosne i dobre nastawienie.

          Niedzielna pobudka nastąpiła u mnie o 4.30. Szybka i krótka toaleta, a następnie śniadanie, czyli bułka z dżemem i miodem oraz banan. Parę łyków izotonika oraz ostatnie szykowanie ubrań i około 5.45 udaje się do Artura, skąd razem idziemy pod rycki basen. Pogoda z rana trochę Nas zaskoczyła gdyż spodziewaliśmy się czegoś gorszego. Przed 6 jesteśmy pod basenem gdzie zbiera się reszta naszej ekipy na wyjazd do Warszawy, a także spotykamy Wojtka, Krzyśka i Sebastiana, którzy szykują się do wyjazdu na Półmaraton do Kraśnika. Wszystkim towarzyszą uśmiechy i dobre, bojowe nastawienie. Ja przyznam szczerze, że nie czuję jakiegoś stresu a wręcz pozwalam sobie na żarty. Wszystko po to aby był mentalny luz który pozwoli na dobry bieg. Mamy małe opóźnienie ale w końcu wsiadamy w busa i ruszamy na narodowe święto biegania do stolicy. Ekipa biegusiem.pl podróżuje w składzie: Ania, Gosia, Dagmara, Kasia, Piotrek, Daniel, Kuba, Paweł, Artur, Kamil, Grzesiek Tomek i Michał oraz Jacek. W stolicy mają biec również Alexey, Krzysiek, Paweł, Tomek i Darek. Podróż mija jak zawsze w takim towarzystwie bardzo wesoło i szybko. Jeszcze tylko ostatnie przygotowania przedstartowe i wyskakujemy z busa. Najpierw udajemy się do depozytów, a następnie przybijamy piąteczki i życzymy sobie powodzenia. Wszyscy jesteśmy gotowi do walki o swoje cele i marzenia. U Mnie wciąż dobre i wesołe nastawienie oraz w głowie plan i taktyka na ten bieg. Cieszę się że tak jak w debiucie znowu mogę biec razem z Anią. Jestem świadomy swojej siły i mocy, ale jak zwykle odczuwam też respekt przed maratonem. Oprócz tego przed startem powtarzam sobie, że muszę pobiec przede wszystkim z głową i rozsądkiem wykorzystując swoje doświadczenie. Wierzę, że nogi będą mnie niosły, ale bardzie liczę na to, że pomoże mi wielka siła mentalna, która od jakiegoś czasu stała się moim dużym atutem. Wiem bowiem, że jeśli pobiegnę na luzie, z uśmiechem na twarzy i z walecznym, ale bardzo optymistycznym nastawieniem to wtedy na pewno się uda. Stajemy wreszcie na starcie ORLEN WARSAW MARATHON. Ruszamy na trasę prawie na końcu stawki wraz z Anią i Grzesiem, choć On za chwilę pognał swoim tempem. Czuję że czeka Mnie super biegowa wycieczka po Warszawie i z takim podejściem włączam zegarek.

Wrażenia z trasy – plan został zrealizowany.

            Pełni wiary i optymizmu zaczynamy wspólny bieg. Ja jako Kornelia, a Ania jako Jacek. Miało Nas tu nie być ale skoro jesteśmy to postanowiliśmy sobie pomagać i się wspierać. Taktyka jaką przygotowałem jest bardzo prosta. Do 30 km biec bardzo spokojnie i równo aby zachować jak najwięcej sił, a potem w miarę możliwości powalczyć, aby nie było powtórki z września, gdzie ostatnie 10 km to była wielka męczarnia i potworny ból. Marzyło mi się aby nawet te ostatnie 10 km lekko przyspieszyć tempo. Celem na ten maraton była oczywiście też radość z każdego kilometra i uśmiech na twarzy. Początek zgodnie z planem czyli powoli i delikatnie zaczynamy aby złapać właściwy rytm. Biegniemy spokojnie choć i tak pierwszy kilometr jak zwykle troszkę za szybko. Pogoda na początku jest fajna, bo choć chłodno to przynajmniej słonecznie. Wiem, że nogi będą chciały biec szybciej, ale muszę trzymać się planu. Bardzo pomaga mi w tym szczególnie na początku obecność Ani. Pierwszy etap to zbieg na Stare Miasto, następnie Krakowskie Przedmieście i Nowy Świat aż do alei Ujazdowskich. Tutaj możemy sobie pozwiedzać centrum stolicy, gdyż mamy komfortowe i fajne tempo. Między czasie około 5 km pijemy łyka wody. Tym razem postanowiłem lepiej wykorzystać punkty odżywiania. Biegnie Mi się bardzo fajnie i nie czuję zmęczenia, a to dobry znak i prognostyk na kolejne kilometry. Równo i spokojnie biegniemy do przodu pozdrawiając kibiców i uśmiechając się. Na 10 km znowu nawadniamy się i korzystamy z toalety, że tak śmiesznie to ujmę. Następny fragment maratonu to w dalszym ciągu zakładane delikatne tempo biegu i swobodny krok który pozwala nam pokonać kolejne kilometry i wbiec na Ursynów. Po drodze około 15 km jem pierwszego banana i piję izotonik. Na Ursynowie mijamy kolejną fajną strefę kibica i bardzo powoli zbliżamy się do półmetka. Jeszcze przed 20 km bierzemy z Anią żele i ruszamy dalej posileni i naładowani energią. Mijając 21 kilometr mówię do siebie, że powinno być dobrze, gdyż mam moc i biegnie mi się fajnie a dzięki temu, że połowę zaczęliśmy bardzo wolno mam zapas siły. Teraz już tych kilometrów będzie ubywało, choć niepokoi Mnie fakt, że Ania zaczęła odczuwać ból w kolanie. Myślę teraz o tym aby utrzymać ten poziom jeszcze przez 10 km i będzie dobrze. Około 23 km spotykamy debiutującego w maratonie Pawła, który zaczął bardzo ładnie, ale przy spotkaniu mówi Nam, że kolano mu wysiada. Wzajemnie się motywujemy i życzymy powodzenia. Ogromny szacunek dla Pawła za walkę jaką podjął na trasie. My natomiast dalej przed siebie choć zaczynają się schody. Ania coraz bardziej odczuwa kolano, a Ja lekko lewą łydkę. Do tego pogoda zaczyna się gwałtownie psuć. Następne 3 kilometry to walka z wiatrem oraz z gradem, który zaczął padać. Walczymy również z bólem choć chyba tym razem bardziej Ania odczuwa skutki biegu. Staram się Ją wspierać i motywować. Smarujemy się żelem chłodzącym i staramy się nie dawać i pogodzie i słabością organizmu. Nasze tempo trochę spada i wyprzedza nas „zając” na 5 godzin. Nie ukrywam, że to był trudny moment tego maratonu. Od 24 do 28 km zdecydowanie zwolniliśmy, ale się nie poddajemy tylko dalej w miarę równo do przodu. Moje myślenie pozytywne pomaga. Mówię do Ani „jaki ciepły leni wiaterek, pomyśl że jest cieplutko i fajnie”. Na tym etapie ponownie jem banana i się nawadniam, aby uniknąć skurczy i nabrać sił na najważniejszy moment biegu. Po 28 km Ania pierwszy raz mówi abym ją zostawił i biegł samemu dalej. Ja jednak mówię, że jeszcze nie. Biegniemy wspólnie do 30 km. Miałem nadzieję, że damy radę razem pobiec do końca. Po kilku kilometrach pogodowej zawieruchy zaczyna się uspakajać. Całe szczęście bo było ciężko. Niemniej ogólnie czuję się świetnie i myślę że jest lepiej niż w pierwszym maratonie. Teraz to Ja bardziej motywuję i zagrzewam do walki Anię i innych biegaczy. Jest 30 km a Ja czuję że mam energię i że tym razem ta końcówka będzie inna. Liczę że to będzie moja końcówka. Prawdziwy maraton dopiero się zaczyna. Bałem się co będzie się działo po tym 30 km ze Mną, ale stało się coś fajnego i dla mnie najlepszego. Nie ukrywam że sam się dziwiłem, ale uśmiech i radość nie zniknęła z mojej twarzy nawet pomimo zmęczenia. Ania mówi po 30 km abym biegł sam. Chyba widziała moją siłę i dobrą energię. Nie chciałem Jej zostawiać. Wiedziałem, że ją boli, ale walczyła i jeszcze Mnie wspierała więc robiłem to samo. Umówiliśmy się jednak, że dobiegamy do 32 km i Ja lecę sam. Ania mówiła „ leć Kamilu bo masz dziś siłę i stać cię na złamanie 5 godzin”. Jeszcze przed 32km wspólnie się nawadniamy i Ania smaruje Mi łydki żelem na wypadek skurczów. Potem krzyczy „wykorzystaj szansę Kamilu, leć, do zobaczenia na mecie”. Każdemu życzę takiej przyjaciółki. Pomyślałem sobie, że muszę to zrobić. Muszę pobiec dla siebie i dla Ani. Tak więc ruszyłem na ostatnie 10 km z wielką wiarą w siebie i z ogromną mocą zarówno fizyczną jak i psychiczną. Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale po 32 km zacząłem biec jeszcze lepiej i miałem niesamowitą energię. To co się potem działo to było nie będę ukrywał mistrzostwo w moim wykonaniu. Wiem, że może brzmi to zbyt odważnie, ale nie spodziewałem się, że można tak równo i swobodnie biec ostatnie kilometry maratonu. Mi zaś biegło się fantastycznie, a kolejne kilometry upłynęły mi naprawdę szybko. Na 35 km korzystam z punktu odżywiania i w sposób bardzo efektowny uśmiecham się do zdjęcia. Biegnę dalej jak w transie cały czas wyprzedzając kolejnych zawodników. To było niesamowite uczucie od 32 km do końca minąłem mnóstwo maratończyków, a dodatkowo do wielu z nich kierowałem zagrzewające okrzyki motywując i uśmiechając się przy tym. Mijam 37 i potem 38 km i powtarzam sobie już bardzo blisko, jeszcze kawałek i zaraz będziesz odpoczywał. Nogi pomimo zmęczenia i lekkiego mrowienia dalej mnie niosą, a ja dalej z jakąś niesamowitą euforią i radością w sercu biegnę przed siebie. Na ostatnie 3 km biorę jeszcze glukozę. Dobiegam do tabliczki z 40 km i robię ostatni przystanek krótki i piję jeszcze wodę. Ruszam mówiąc sobie nie ma bólu, jest za to uśmiech i moc, choć akurat wtedy poczułem skurcz w lewej łydce. Pomimo tego nie zatrzymałem się tylko zacisnąłem zęby i nie myślałem o tej łydce tylko o mecie która była już na wyciągniecie ręki. Przezwyciężyłem ten ból i jak na skrzydłach pognałem w kierunku mety. Wbiegam na most Świętokrzyski mocno pracując rękami i mijam jeszcze kilku biegaczy. Ostatni kilometr i kawałek biegnę równo, mocno i z „bananem” na twarzy. Ostatnia prosta, to wyjątkowe uczucie dumy i wzruszenia, ale przede wszystkim szczęścia. Jeszcze słyszę fantastyczny doping moich biegusiowych przyjaciół i swoje imię. Dziękuję Wam serdecznie. Już na około 100 metrów przed metą unoszę ręce i ze wspaniale okazaną radością wpadam na metę.18119092_1410952255630998_8238105462835802209_n Maraton ukończony z wynikiem 4.48.45. Jest nowy rekord życiowy. Jest ogromna radość i szczęście. Za chwilę ściskam się z Michałem, który był na mecie, odbieram piękny medal i czuję się spełniony i przeszczęśliwy. Czekam chwilę na Anię, która wbiega na metę i razem ze mną cieszy się z ukończenia tego spontanicznego dla Nas maratonu. Zaraz potem spotykamy naszych przyjaciół z grupy, z którymi świętujemy swoje sukcesy.

Przemyślenia po biegowe – Mądrość i sukces taktyczny.

Wczoraj ukończyłem swój drugi w życiu maraton. Bardzo się cieszę, ponieważ wyciągnąłem wnioski z debiutanckiego startu i wykazałem się doświadczeniem. Pobiegłem mądrze taktycznie i zrealizowałem swój plan na ten bieg. Przez moment zastanawiałem się czy nawet nie za asekuracyjnie zacząłem wczorajszy maraton. Myślę, jednak że nie, a końcówka najlepiej o tym świadczy. Kolejny plus to zdecydowanie lepiej wykorzystane przeze mnie punkty nawadniania i odżywiania co pomogło mi w walce ze skurczami. Pozytywne jest to, że na pewno nie byłem tym razem przetrenowany, a jakościowo treningi miałem bardzo dobre. Nie zawsze ilość jest najważniejsza taki mam wniosek. I na koniec coś co zauważył w sobotę mój brat bliźniak, a co miało ogromny wpływ na ten sukces czyli moje przygotowanie mentalne i podejście do biegania i do startów. Odkąd biegam na luzie i z uśmiechem na twarzy oraz z nieustannie pozytywnym nastawieniem widać efekty. Nie przejmuję się tak bardzo jak kiedyś tylko cieszę się pasją biegania. Okres letni i temperatury w których teraz przyjdzie nam biegać nie są dla mnie tak komfortowe. Ponadto przebiegnięte 2 maratony po pół roku sprawiają że, raczej nie będę na jesieni biegł królewskiego dystansu. Życie bywa jednak przewrotne i nieprzewidywalne co pokazały ostatnie dni dlatego to nie jest ostateczna deklaracja choć bardzo przemyślana. Zdrowie trzeba bowiem szanować. Optymistycznie kończąc powiem, że nogi nie bolą mnie bardzo i czuję się fajnie po wczorajszym starcie.
Gratulacje i podziękowania.
Dziękuję serdecznie wszystkim którzy mnie wspierali i mi kibicowali. Dzięki za wspólne 32 km dla Ani. Dziękuję za Waszą wiarę we mnie, dobre słowa i komentarze oraz za Wasz uśmiech. Podziękowania dla najlepszych biegusiowych kibiców. Gratuluję całej ekipie ukończenia maratonu, oraz osiągniętych wyników i wspaniałych debiutów. Gratulacje wielkie również dla ekipy startującej na 10 km. Wszyscy pokazaliśmy moc !!

Wyniki biegusiem.pl:

Orlen Warsaw Marathon

715. Artur Olek                      03:17:49
1325. Dariusz Grabowski      03:30:31
1333. Paweł Filipek                03:30:49
1345. Grzegorz Walasek        03:31:04
2664. Krzysztof Kwiatkowski 03:54:45
4986. Kamil Rafeld                 04:48:45
5173. Anna Żaczek                 04:57:28
5465. Paweł Ślęzak                 05:24:25
Ukończyło 5519 osób.

Oshee-bieg na 10km
65. Alexey Czemodanov                  33:54
1762. Katarzyna Iwaniuk-Mroczek 47:25
2764. Jacek Popiołek                        50:39
4897. Tomasz Myśliński                  56:33
5208. Michał Prządka                      57:18
6886. Tomasz Łukasiak               01:02:00
6928. Dagmara Timoszuk           01:02:10
7360. Piotr Bany                          01:03:58
7535. Daniel Stoń                        01:04:43
Ukończyło 8914 osób
17991902_1464692236927345_3278118587730344860_n

Jedna myśl nt. „Orlen Warsaw Marathon – relacja Kamila Rafelda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *