II Kraśnik Półmaraton-relacja Wojtka Bernata

kp2017PRZED BIEGIEM
Zmotywowany dobrym wynikiem na Półmaratonie Rzeszowskim oraz namowom Krzyśka Kostyry w dniu 23 kwietnia postanowiłem wziąć udział w zawodach w Kraśniku na tym samym dystansie. Przed startem zdecydowałem się, że będę próbował złamać 1.35. Jednak sam nie byłem pewien swoich możliwości, gdyż między półmaratonem rzeszowskim, a kraśnickim przebiegłem tylko trochę ponad 53 km i to w okresie świątecznym.

WRAŻENIA Z TRASY

Start biegu nastąpił o godzinie 10, a trasa była oznaczona co 1 km. Ruszyłem dość mocno, trochę szarpałem, początek był z górki i pogoda była wówczas bardzo dobra do osiągnięcia dobrych wyników. Po 5 km mój czas to 22.10 więc miałem ok. 20 sekund zapasu w stosunku do pierwotnego celu jakim było złamanie 1.35. Do 8 km zawody układały mi się bardzo dobrze, a lekkie straty planowałem nadrobić w drugiej części dystansu. Następnie mijamy Kolonię Wyżnianka, Wyżniankę i Suchynię, wokół jest las i kilka domów, a w rywalizacji odbywały się biegowe szachy i generalnie nic ciekawego się nie działo. Na 10 km mój stoper wskazywał 45.23, więc 23 sekundy musiałem nadrobić. Niedługo później w okolicach stadionu Tęczy Kraśnik zaczęła się karuzela pogodowa. Na początek mocny wiatr, który mnie skutecznie osłabiał, a ja nie mogłem przyśpieszyć. W okolicach 12 km do mocnego wiatru dochodzi śnieg, biega mi się ciężko, a już km później zamiast śniegu jest grad i deszcz. Przyznam się szczerze, że po raz pierwszy ścigałem się w tak zmiennych warunkach. Na 15 km zegar pokazywał 1.08.30, więc wiem, że nie przebiegnę tego półmaratonu poniżej 1.35, ale nadal walczę o rekord życiowy. Dalej omijam punkt z wodą, co okazuję się błędem, gdyż po 16 km łapie mnie bardzo mocny skurcz, przez co na chwilę musiałem stanąć. Przez to 17 km pokonałem czymś w stylu skipów. Wcześniej jednak zamyślony o tym urazie pomyliłem trasę i zamiast skręcić w prawo to pobiegłem prosto. Na moje szczęście jednak 3 domy dalej Pan mi powiedział, żebym wracał więc straciłem jakieś 30-40 metrów. Chciałbym zaznaczyć, że organizator nie popełnił tu błędu (stała straż i pokazywała gdzie biec) i za to winie tylko siebie. Na 17 km warunki meteorologiczne się poprawiły, a ja walczę o rekord życiowy. Na 19 km biegacz obok mnie mówi ,,Ostatnia górka i jesteśmy w domu” i po chwili jem banana, by nie było więcej skurczów i wbiegam na miasto. Tam kibice dodają mi nowych sił, krzyczą ,,Wojtek dawaj” (imię mam napisane na koszulce biegusiowej) i wreszcie wpadam na stadion, a następnie na metę z czasem 1.37.21.

POBIEGOWE PRZEMYŚLENIA

Czasem 1.37.21 pobijam o prawie 2 minuty swój rekord życiowy sprzed dwóch tygodni z Półmaratonu Rzeszowskiego. Po zawodach masażysta powiedział mi, że niby Achilles cały, ale jakieś inne mięśnie, aż trzeszczą. Pod tym względem w Kraśniku było lepiej, gdyż w Rzeszowie nie było fizjoterapeutów. Muszę przyznać, że polubiłem półmaratony i już mam następny na oku. Teraz jednak planuję trochę odpocząć od zawodów. W maju bowiem rozpoczynają się mistrzostwa świata w mojej ulubionej dyscyplinie, czyli hokeju oraz będę się pasjonował zakończeniem sezonu w piłce nożnej. Więc jeśli chodzi o sport, będę zastanawiał się takim kwestiami jak kto zostanie mistrzem Polski w piłce nożnej? Czy Wisła Puławy utrzyma się w I lidze? Czy Radomiak, Motor Lublin i Ruch Ryki awansuję ligę wyżej?
W sporcie nic nie ma na pewno, jednak finału GKS Tychy-Cracovia w hokeja, mistrzostwa Polski Chemika Police i ZAKSY Kędzierzyn-Koźle w siatkówce oraz tego, że napiszę szybciej relację niż Daniel czy Kamil z Warszawy byłem niemal pewien. Wierzę również, że Artur Olek najpóźniej we wrześniowym maratonie w Warszawie złamie magiczną barierę 3 godzin.

Wyniki reprezentantów grupy biegusiem.pl

43. Wojciech Bernat 1.37.21
88. Sebastian Iwanek 1.46.10
99. Krzysztof Kostyra 1.48.35
Dariusz Stuj ok. 3.23.00 (przebiegł maraton)

Rzeszów 23 kwietnia 2017 r.18010096_1328413210567829_7847975434655327370_n

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *