10. PKO Półmaraton Rzeszowski – relacja Wojciecha Bernata

p.rzesz
PRZED BIEGIEM

9 kwietnia 2017 roku odbyła się jubileuszowa 10 edycja Półmaratonu Rzeszowskiego. W pakiecie na ten bieg była m. in. maszynka do golenia czy pistacjowa koszulka. Moja forma tego dnia to jedna wielka niewiadoma, ponieważ z różnych przyczyn niewiele biegałem przez ostatnie dwa tygodnie. Tuż przed startem przede mną stanął pacemaker, który leciał na 1h40min. Wówczas pomyślałem, że będę właśnie próbował osiągnąć taki czas na mecie i postanowiłem cały bieg biec za nim. Jako ciekawostkę podam fakt, że jest to mój pierwszy półmaraton w zawodach, chociaż dotychczas na treningach przebiegłem ten dystans około 130 razy.

WRAŻENIA Z TRASY

Start biegu miał miejsce o godzinie 11. Trasa to były dwie pętle i była jak dla mnie mało wymagająca. Pogoda jednak nie rozpieszczała biegaczy, ponieważ na rozgrzewce już czułem, że jest dość gorąco i wiał wiatr, szczególnie odczuwalny nad Wisłokiem. W czasie pierwszych kilku kilometrów nic ciekawego się nie działo, trochę rozmawiałem z pacemakerem i okolicznymi biegaczami. Pomyślałem sobie wówczas ,,Wojciech za wolno, nie jesteś przecież wcale zmęczony”. Na 5 km nie piję wody, a w międzyczasie fajnie grali na instrumentach perkusyjnych, kibice klaskali, a na twarzy co jakiś czas pojawiał się uśmiech. Po 7 km pojawił się pierwszy kryzys, gdyż biegnąc wzdłuż bulwarów było coraz bardziej gorąco, a ja czułem, że słabnę. Mam takie wrażenie, że nawierzchnia betonowa tam mi jakoś specjalnie nie leży i ciężko mi się gania w tamtym miejscu. Następnie miał miejsce jak dla mnie dość dziwny fragment trasy, ponieważ na na wąskim moście bardzo trudno było kogoś wyprzedzać. Wówczas to pacemaker mi uciekł, lecz tuż po zbiegnięciu z wiaduktu go dogoniłem. Oddychało mi się jednak coraz ciężej, trudniej pokonywało mi się kolejne kilometry, a słońce mocno dogrzewało. Na półmetku piję wodę, gra orkiestra dęta, na twarzy pojawia się uśmiech, na zegarze jest trochę ponad 47 minut, więc wszystko jest zgodnie z planem czyli łamie 100 minut. Pacemaker powiedział do mnie, że już jesteśmy za połową. Po 12 km już się przestałem uśmiechać aż do mety. Ból jest coraz większy, momentami chce mi się płakać, a do mety aż 9 km. Na 15 km uzupełniłem płyny, jednak mało to pomogło, gdyż nadal biegło mi się bardzo ciężko. W okolicach 17 km przetrwałem największy swój dołek w czasie tego wyścigu. Nogi miałem wtedy jak z betonu, słońce mocno doskwierało i zastanawiam się czy dam radę. W owym czasie pacemaker mi trochę uciekł, lecz po chwili go dogoniłem, ale dech coraz cięższy i tętno coraz wyższe, a do mety aż 4 km. Walka o czas jednak trwa, a kilometry od 17-20 dłużą mi się niemiłosiernie. Mijam jednak 20 km, czuję że będzie dobrze, a po wbiegnięciu na most około 500 metrów od mety uciekam pacemakerowi, który powiedział do mnie ,,Wojtek dajesz”. Zastanawiające jest teraz dla mnie jak to możliwe, że chwilę wcześniej umierałem, a tu nagle takie przyśpieszenie. W oddali widać balony startowe, coraz więcej kibiców, koleżanka robi mi zdjęcie i nagle jest koniec tego wyczerpującego półmaratonu i wiem, że udało się przebiec go poniżej 100 minut, gdyż zegar brutto wskazywał ok. 1.39.44.

Na trasie tuż przed metą (opis pod zdjęcie).

POBIEGOWE PRZEMYŚLENIA

Czas z jakim ukończyłem te zawody to 1.39.19 pozwolił mi zająć 301 miejsce, a 51 w swojej kategorii wiekowej. Przyznam szczerze, że ta trójka po przecinku bardzo mi się podoba i choć może nie jest to coś wielkiego, ale za to ładnie wygląda. Jako ciekawostkę podam fakt, że mecz fazy grupowej Chile-Boliwia na Copa America w 2016 roku trwał dłużej niż mój półmaraton. Za metą biorę czekoladę, jem banana, ale jestem tak zmęczony, że nie mam siły nawet zdjąć chipa z buta i do depozytu po rzeczy osobiste też idę bardzo powoli.

Pamiętam jak kiedyś Prezes powiedział do mnie, że półmaraton to jest przedłużona dycha. Nie do końca się z tym zgadzam, bo o ile pierwsze 10 km przeleciało prawie bezboleśnie, o tyle druga dycha mocno bolała. Po tym biegu inaczej patrzę na maratończyków i dla mnie złamanie 3.20 na królewskim dystansie jest wyczynem. Zawody wśród kobiet i mężczyzn wygrali biegacze z Kenii, a sztafety półmaratońskie zespoły CWKS Resovii Rzeszów. Po zawodach Olsen mówił mi, żebym odpoczął ze dwa dni, więc sobie pomyślałem, że pewnie tyle czasu daje mi na napisanie relacji :-). Osobiście mam nadzieję, że na wynik 1.30-1.35 przyjdzie jeszcze czas, może nawet w tym roku.

10 Półmaraton Rzeszowski – wyniki zawodników biegusiem.pl

301. Wojciech Bernat 1.39.19

728. Anna Klus 1.52.45

Rzeszów 10 kwietnia 2017 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *